Mam problem z koncentracją. Dziwne, że Wam o tym mówię, prawda? Zanim przejdę do, być może, zaskakującego sedna, posłuchajcie:
Niedawno chciałem zlecić przez internet wywołanie zdjęć fotograficznych. Jako że korzystam z powolnego komputera, poczekałem około trzech minut, aż się włączy, a następnie kliknąłem na ikonkę przeglądarki internetowej i… (…) [Tu wyciąłem nudne sprawozdanie z tego, że zapomniałem, po co włączyłem komputer. Przeglądałem więc Tumblr i Facebooka, a skończyło się na tym, że zacząłem czytać żarty Karola Strasburgera. Nawiasem, mój ulubiony to Karol Strasburger - “O wielbłądzie”].
Sam już nie pamiętam, co robiłem później przed komputerem, na pewno marnowałem czas. Minęła godzina, a nawet dwie, gdy wyłączyłem urządzenie. Wtedy dopiero przypomniałem sobie, że chciałem wywołać zdjęcia. Już byłem zmęczony. Zapisałem sobie na ręce informację, aby zrobić to później.
- Arrrgh! Tu były do tej pory historie o podróżach, przemyślenia, przygody! Autor przenosił czytelników w inne miejsca, a teraz pisze o codzienności? Nuda! Coś ciekawszego?
Ano, dziś rano przypomniałem sobie moje marzenie. Przez ponad rok zapierałem się, aby go nie spełnić, bo wiąże się z wieloma konsekwencjami: utracę kontakt z niektórymi osobami i przestanę być świadom, co się dookoła mnie dzieje - czy to na moich studiach, czy wśród znajomych. Kiedyś jednak napisałem notkę na blogu, że z marzeniami nie należy czekać…
- …i teraz pewnie wyruszasz w podróż! No, w końcu masz moją uwagę. Słucham. 
To rozdwojenie jaźni mnie wykańcza. Chcę się skupić na tym, co dla mnie ważne, ale nie potrafię tego dokonać, żyjąc jednocześnie życiem wirtualnym i tym właściwym. Ciągle pod nos podsuwane mi są różne reklamy, memy, informacje o osobach, których prawie nie znam i to mnie rozprasza. Znużony wszystkim, co internetowe, żegnam się z Facebookiem i ogłaszam swoją separację z internetem.
- Co… Ale ruszasz w podróż?
Żadną podróż. Od dziś, fanpage’a na Facebooku nie będę prowadził, a swoje prywatne, facebookowe konto zamykam. Blog jednak pozostaje: www.OkoZiemi.tumblr.com. Tu będę pisać o niedawno odbytej podróży po Europie i Chinach.
Zdjęcie (autoportret): Xinduqiao, Syczuan, Chiny

Mam problem z koncentracją. Dziwne, że Wam o tym mówię, prawda? Zanim przejdę do, być może, zaskakującego sedna, posłuchajcie:

Niedawno chciałem zlecić przez internet wywołanie zdjęć fotograficznych. Jako że korzystam z powolnego komputera, poczekałem około trzech minut, aż się włączy, a następnie kliknąłem na ikonkę przeglądarki internetowej i… (…) [Tu wyciąłem nudne sprawozdanie z tego, że zapomniałem, po co włączyłem komputer. Przeglądałem więc Tumblr i Facebooka, a skończyło się na tym, że zacząłem czytać żarty Karola Strasburgera. Nawiasem, mój ulubiony to Karol Strasburger - “O wielbłądzie”].

Sam już nie pamiętam, co robiłem później przed komputerem, na pewno marnowałem czas. Minęła godzina, a nawet dwie, gdy wyłączyłem urządzenie. Wtedy dopiero przypomniałem sobie, że chciałem wywołać zdjęcia. Już byłem zmęczony. Zapisałem sobie na ręce informację, aby zrobić to później.

- Arrrgh! Tu były do tej pory historie o podróżach, przemyślenia, przygody! Autor przenosił czytelników w inne miejsca, a teraz pisze o codzienności? Nuda! Coś ciekawszego?

Ano, dziś rano przypomniałem sobie moje marzenie. Przez ponad rok zapierałem się, aby go nie spełnić, bo wiąże się z wieloma konsekwencjami: utracę kontakt z niektórymi osobami i przestanę być świadom, co się dookoła mnie dzieje - czy to na moich studiach, czy wśród znajomych. Kiedyś jednak napisałem notkę na blogu, że z marzeniami nie należy czekać…

- …i teraz pewnie wyruszasz w podróż! No, w końcu masz moją uwagę. Słucham. 

To rozdwojenie jaźni mnie wykańcza. Chcę się skupić na tym, co dla mnie ważne, ale nie potrafię tego dokonać, żyjąc jednocześnie życiem wirtualnym i tym właściwym. Ciągle pod nos podsuwane mi są różne reklamy, memy, informacje o osobach, których prawie nie znam i to mnie rozprasza. Znużony wszystkim, co internetowe, żegnam się z Facebookiem i ogłaszam swoją separację z internetem.

Co… Ale ruszasz w podróż?

Żadną podróż. Od dziś, fanpage’a na Facebooku nie będę prowadził, a swoje prywatne, facebookowe konto zamykam. Blog jednak pozostaje: www.OkoZiemi.tumblr.com. Tu będę pisać o niedawno odbytej podróży po Europie i Chinach.

Zdjęcie (autoportret): Xinduqiao, Syczuan, Chiny

Anonim zapytał(a): Siema Miziar :) Co powiesz o tym by zrobić AMA na wykopie?

Nie, przynajmniej jeszcze nie teraz.

Anonim zapytał(a): Michale mam nadzieje ze nie watpisz w wydanie swojej ksiazki. To co obiecalem Tobie zrealizuje kwestia tylko Tojej decyzji i czasu. Pamietaj wierze w Ciebie masz do zrealizowania wielki plan - podroz łajba po fiordach w Norwegii Szerokosci w podrózach i duzo cierpliwosci dla towarzyszki Powodzenia Kerchen B.

Przepraszam, dopiero teraz odebrałem wiadomość! Niedługo zabiorę się do pisania książki. Mam już pomysł na wstęp lub posłowie: opisać, jak cały umorusany od błota podszedłem do pewnego Polaka przed McDonald’s w Szwecji i spytałem o podwózkę do Polski, ten zaś odpowiedział:
- Co ty taki brudny jesteś?

Ostatecznie, zabrał na stopa i parę godzin później zaproponował wydanie książki.

Pozdrawiam!

kadaveth zapytał(a): Przeglądam Twojego bloga już od godziny, podziwiam i dziękuje za inspiracje!

Dziękuję za miłą wiadomość! Jeśli kiedyś, będziesz podejmować decyzję o zrobieniu czegoś odjechanego, pomyśl sobie:
- Co, jakiś koleś jeździł po arabskich krajach czy tam Chinach na stopa, to ja nie zrobię X?

Świat jest mały i wcale nie taki straszny. Powodzenia!

Anonim zapytał(a): Siema, czy odbeda sie jakies spotkania np w Bibliotekach lub Centrach Kultury gdzie bedziesz opowiadal o tum roku? :)

Jeszcze nie wiem, czy będę opowiadać o tej podróży… Na pewno w czwartek poprowadzę zastępstwo za moją babcię, ale tylko dla dojrzałych członków Uniwersytetu Trzeciego Wieku w Wejherowie.

Czy będą opowieści przed większym gronem osób? Tego jeszcze nie ustaliłem z Klaudią. 

Przedwczoraj, po dwóch miesiącach podróży autostopem, wróciliśmy z Klaudią do swoich domów! Z Hongkongu samolotem do niemieckiego Frankfurtu nad Menem i dalej 1000 km stopem do Rumi…
Już tęsknię za najludniejszym państwem świata (1,4 mld ludzi), w którym spędziliśmy 40 dni i:- śpiewaliśmy z tubylcami na karaoke,- w 11 osób przemieszczaliśmy się na trzech motorach (naraz),- pytaliśmy Chińczyków o wolność (w tym komunistycznym kraju jest to zabronione),- zostaliśmy posądzeni o szpiegostwo (co skończyło się czterema godzinami na komisariacie),- przez tydzień mieszkaliśmy w szkole buddyjskiej!- spaliśmy w takich temperaturach, że w nocy, na dworze lał się z nas pot…
…a dziś zakończyłem mój rok przerwy od nauki (gap year) i poszedłem na studia! Od lipca 2013, kiedy założyłem Oko Ziemi, do dziś przejechałem darmowymi środkami transportu pięćdziesiąt do sześćdziesięciu tysięcy kilometrów, odwiedzając dwadzieścia sześć krajów, w większości samotnie. Jednak ta podróż była inna… podróżowałem z Klaudią. Dla mnie to była zupełnie odmienna przygoda. Wspomnienia z niej będę zamieszczać przez pewien czas na blogu.
zdjęcie: Kunming, Junnan, Chiny
PS - W ciągu dwóch miesięcy zamieściłem tylko dwie notki. Pewnie zastanawiacie się, co słychać albo coś konkretniejszego… Nie ma głupich pytań! Zadaj je, a odpowiem!http://okoziemi.tumblr.com/ask

Przedwczoraj, po dwóch miesiącach podróży autostopem, wróciliśmy z Klaudią do swoich domów! Z Hongkongu samolotem do niemieckiego Frankfurtu nad Menem i dalej 1000 km stopem do Rumi…

Już tęsknię za najludniejszym państwem świata (1,4 mld ludzi), w którym spędziliśmy 40 dni i:
- śpiewaliśmy z tubylcami na karaoke,
- w 11 osób przemieszczaliśmy się na trzech motorach (naraz),
- pytaliśmy Chińczyków o wolność (w tym komunistycznym kraju jest to zabronione),
- zostaliśmy posądzeni o szpiegostwo (co skończyło się czterema godzinami na komisariacie),
- przez tydzień mieszkaliśmy w szkole buddyjskiej!
- spaliśmy w takich temperaturach, że w nocy, na dworze lał się z nas pot…

…a dziś zakończyłem mój rok przerwy od nauki (gap year) i poszedłem na studia! Od lipca 2013, kiedy założyłem Oko Ziemi, do dziś przejechałem darmowymi środkami transportu pięćdziesiąt do sześćdziesięciu tysięcy kilometrów, odwiedzając dwadzieścia sześć krajów, w większości samotnie. Jednak ta podróż była inna… podróżowałem z Klaudią. Dla mnie to była zupełnie odmienna przygoda. Wspomnienia z niej będę zamieszczać przez pewien czas na blogu.

zdjęcie: Kunming, Junnan, Chiny

PS - W ciągu dwóch miesięcy zamieściłem tylko dwie notki. Pewnie zastanawiacie się, co słychać albo coś konkretniejszego… Nie ma głupich pytań! Zadaj je, a odpowiem!
http://okoziemi.tumblr.com/ask

Post na nielegalnego w Chinach Facebooka

Chcialbym napisac dluzszego posta, ale nie mam mozliwosci - za 15 minut skonczy mi sie czas dostepu do Facebooka i utrace go na caly miesiac.

Piszac w skrocie, 9 sierpnia wjechalismy do Turcji. To mial byc kilkudniowy pobyt bez oddalania sie od granicy z Bulgaria… Do momentu, gdy zatrzymal sie przy nas czarny Mercedes i pojechalismy nim 1450 km dalej, do granicy z Gruzja.

W Gruzji spedzilismy 3-4 dni. Zaliczylismy uroczystosc odnowienia zaslubin pewnej pary, kierowalismy luksusowym BMW x5 i co chwila doswiadczalismy wielkiej goscinnosci tubylcow.

Wrocilismy do Turcji - skierowalismy sie do skalnych miast w Kapadocji. Tam mielismy najbardziej ciekawy nocleg w zyciu - w wykutej w skale jaskinii, wlasnie w tym skalnym miescie. Cos pieknego.

W Gruzji i Turcji na stopa nie czekalismy dluzej, niz 10 minut, za to po powrocie do Europy wszystko sie zmienilo. Spieszylismy sie na samolot do Paryza, a stopa lapalo sie coraz trudniej. 2 dni przed odlotem bylismy dopiero na poczatku Wloch. Na szczescie, mocno uwierzylismy, ze nam sie uda i nagle to ludzie sami zaczeli nam wyszukiwac podwozki i robic wszystko, abysmy spokojnie zdazyli.

24 sierpnia przelecielismy do Hongkongu. Mam jeszcze 5 minut darmowego dostepu do zakazanego w Chinach Facebooka. Nie opisze, na jakiej zasadzie, po prostu… Juz 4 minuty. Ciezko bedzie opisac nasze wrazenia.

Po pierwsze, chyba zaden Chinczyk nie wie, jak dziala autostop. I prawie zaden Chinczyk nie mowi po angielsku. Gdy stoimy na poboczu wiecej, niz 5 minut, zazwyczaj zostajemy osaczeni przez grupe tubylcow wymachujacych smartfonami, jakby sie przescigali, kto wiecej zrobi sobie z nami zdjec, zazwyczaj tzw. “samoj**ek”.

Sa bardzo goscinni. Czestuja jedzeniem, zapraszaja na obiady, czesto do siebie do domu. Teraz przebywamy u pierwszego Chinczyka mowiacego po angielsku sposrod tych, ktorych spotkalismy. Mam jeszcze pol minuty dostepu do Facebooka*. Mam nadzieje, ze ten post dojdzie do waszych oczu. Pozdrowienia!

Chiny

____________

* Chinski rzad blokuje takie strony, jak Facebook, Google, Youtube czy Blogspot, aby zapewnic swoim obywatelom “bezpieczenstwo i harmonie”. Ciezko znalezc sposob na obejscie tych zabezpieczen. Istnieje mozliwosc polaczenia sie z serwerem VPN (proxy), czyli mowiac prostymi slowami polaczyc sie z komputerem, ktory znajduje sie w innym kraju, np. w Polsce i za jego posrednictwem wejsc na Facebooka. Tylko to nie jest proste, gdy prawie wszystkie komputery oferujace takie obslugi sa blokowane przez Chinski rzad. Mi sie udalo zdobyc dostep do Facebooka na 20 minut. Za dluzej musialbym zaplacic. Na szczescie, mojego bloga jeszcze w Chinach nie zablokowali i moge przekopiowac post z mojego fanpage’a tutaj.

W 5 dni dojechaliśmy stopem tylko do Bułgarii, ale nie spieszy nam się… Czasem ruszamy w podróż o 7 rano, ale częściej o 15-17, bo chce nam się długo spać i czytać lub po prostu nie chce się wstawać. Ruszyliśmy w podróż tak wcześnie między innymi po to, aby nabrać energii przed wylotem do Chin.

 Piszę właśnie z iPada kobiety, która podwiozła dziś mnie i Klaudię na stopa. Zaproponowała nam, że możemy przenocować u niej w mieszkaniu… a jako że ma właśnie wakacje, ale nie ma pomysłu jak je spędzić, to postanowiła nas jutro (już jest po północy, czyli: dziś) podwieźć do Stambułu w Turcji i przy okazji go zwiedzić! Na zdjęciu przedstawiony jest obraz namalowany przez nasza gospodynię.

Plovdiv, Bułgaria

W 5 dni dojechaliśmy stopem tylko do Bułgarii, ale nie spieszy nam się… Czasem ruszamy w podróż o 7 rano, ale częściej o 15-17, bo chce nam się długo spać i czytać lub po prostu nie chce się wstawać. Ruszyliśmy w podróż tak wcześnie między innymi po to, aby nabrać energii przed wylotem do Chin.

Piszę właśnie z iPada kobiety, która podwiozła dziś mnie i Klaudię na stopa. Zaproponowała nam, że możemy przenocować u niej w mieszkaniu… a jako że ma właśnie wakacje, ale nie ma pomysłu jak je spędzić, to postanowiła nas jutro (już jest po północy, czyli: dziś) podwieźć do Stambułu w Turcji i przy okazji go zwiedzić! Na zdjęciu przedstawiony jest obraz namalowany przez nasza gospodynię.

Plovdiv, Bułgaria

Anonim zapytał(a): Hej! Niedawno byłeś w mojej szkole i słuchając Cię, cały czas myślałam, że mógłbyś kiedyś napisać porządną książkę o tym, co przeżyłeś. W dodatku robisz przepiękne zdjęcia, nie zastanawiałeś się nad możliwością wydania czegoś drukiem? Osobiście chętnie bym coś Twojego autorstwa kupiła, bo nie dość, że masz niesamowite doświadczenia, to jeszcze poczucie humoru i świetny optymizm :) Powodzenia w dalszych podróżach! Asia

Przepraszam za półtoramiesięczne opóźnienie w odpowiedzi, nie wyświetlają mi się powiadomienia, że ktoś do mnie napisał!

Mam zamiar wydać coś drukiem, ale do tego jeszcze długa droga, opcje na razie widzę dwie:
- Pewien człowiek chce mi zasponsorować wydanie tej książki - opłacić koszty wydruku i sprzedawać to przez internet, warunków jeszcze nie dogadaliśmy.
- Jeśli to jednak nie wypali albo postanowię inaczej, mógłbym spróbować pozyskać środki na wydruk książki za pomocą serwisu PolakPotrafi.pl. Ten wariant zapewniłby mi darmową reklamę w internecie, sprzedaż również przebiegałaby internetowo.

Mogę też szukać wydawcy, ale tego nie robię. Co prawda, książka mogłaby tym sposobem trafić do księgarni, ale po pierwsze, będzie kosztować za dużo (characze pobierane przez księgarnie i wydawcę), a po drugie, nie chcę się godzić na żadne kompromisy. Sam zadecyduję, na jakim papierze wydam książkę, zaprojektuję do niej okładkę i ustalę taką cenę, aby zarobić na kolejną podróż. Taki mam plan…

Ale na razie mam tylko nie przeczytany nawet przeze mnie pamiętnik z wyprawy do Iranu. Zabiorę się za pisanie książki po powrocie z Chin.

3 sierpnia 2014
Dzięki trzem tygodniom pracy w Norwegii udało mi się zdobyć wystarczająco pieniędzy na moją ostatnią podróż podczas roku przerwy (tzw. gap year) pomiędzy liceum a studiami. Ponownie stanę się bezdomnym, ale tym razem nie sam… Wczoraj postanowiliśmy, że wyruszamy dzisiaj! Ja z Klaudią będziemy sobie towarzyszami podróży przez dwa miesiące.
Wędrówka będzie się składała z dwóch etapów. Pierwszy z nich potrwa 22 dni - tak długo zajmie nam przejazd z Polski do Paryża - oczywiście, na około. Nie wiemy jednak, jaką trasą tam dojedziemy. Na ten etap przygotowaliśmy tylko jedną zasadę podróży:Żywimy się wegańsko (np. warzywami, owocami, orzeszkami) oraz tym, czym nas poczęstują ludzie.
25 sierpnia rozpocznie się drugi etap - polecimy tanim połączeniem lotniczym ze stolicy Francji do Hongkongu. Stamtąd ruszymy w głąb Chińskiej Republiki Ludowej i poznamy zakazany w tym kraju buddyzm, być może zamieszkamy w jakimś klasztorze albo przynajmniej załapiemy się do pracy na polu ryżowym… I nakręcimy film. Mamy na to tylko 39 dni, bowiem wracamy w pierwszym tygodniu października na studia. Ja właściwie zaczynam, a Klaudia kontynuuje. W tym etapie podróży będziemy przestrzegać innej zasady:Jeśli przez tydzień się nie wykąpiemy, to idziemy do hostelu, aby wziąć prysznic. 
Oczywiście, jazda wyłącznie autostopem i nie planowanie na dłużej, niż parę godzin nie są zasadami. To są dla nas rzeczy naturalne.
Rumia
PS - Aha, i tak rozmawiałem z Klaudią… chyba ją dopuszczę do głosu na Oku Ziemi. To znaczy, jeśli będzie dobrze pisała, to może ustalimy, że blog będzie prowadzony również przez podróżniczkę płci pięknej. Kto wie, kto wie…

3 sierpnia 2014

Dzięki trzem tygodniom pracy w Norwegii udało mi się zdobyć wystarczająco pieniędzy na moją ostatnią podróż podczas roku przerwy (tzw. gap year) pomiędzy liceum a studiami. Ponownie stanę się bezdomnym, ale tym razem nie sam… Wczoraj postanowiliśmy, że wyruszamy dzisiaj! Ja z Klaudią będziemy sobie towarzyszami podróży przez dwa miesiące.

Wędrówka będzie się składała z dwóch etapów. Pierwszy z nich potrwa 22 dni - tak długo zajmie nam przejazd z Polski do Paryża - oczywiście, na około. Nie wiemy jednak, jaką trasą tam dojedziemy. Na ten etap przygotowaliśmy tylko jedną zasadę podróży:
Żywimy się wegańsko (np. warzywami, owocami, orzeszkami) oraz tym, czym nas poczęstują ludzie.

25 sierpnia rozpocznie się drugi etap - polecimy tanim połączeniem lotniczym ze stolicy Francji do Hongkongu. Stamtąd ruszymy w głąb Chińskiej Republiki Ludowej i poznamy zakazany w tym kraju buddyzm, być może zamieszkamy w jakimś klasztorze albo przynajmniej załapiemy się do pracy na polu ryżowym… I nakręcimy film. Mamy na to tylko 39 dni, bowiem wracamy w pierwszym tygodniu października na studia. Ja właściwie zaczynam, a Klaudia kontynuuje. W tym etapie podróży będziemy przestrzegać innej zasady:
Jeśli przez tydzień się nie wykąpiemy, to idziemy do hostelu, aby wziąć prysznic. 

Oczywiście, jazda wyłącznie autostopem i nie planowanie na dłużej, niż parę godzin nie są zasadami. To są dla nas rzeczy naturalne.

Rumia

PS - Aha, i tak rozmawiałem z Klaudią… chyba ją dopuszczę do głosu na Oku Ziemi. To znaczy, jeśli będzie dobrze pisała, to może ustalimy, że blog będzie prowadzony również przez podróżniczkę płci pięknej. Kto wie, kto wie…

20 lipca 2014
Znajomy, którego odwiedziłem w Poznaniu podwozi mnie kawałek za miasto, podjeżdża do samochodu, w którym siedzą dwie panie w średnim wieku (ale tylko fizycznym - każą o sobie mówić “osiemnaście plus plus”) i pyta:
- Dzień dobry, w którą stronę panie jadą?- Do Gniezna, a potem do Koszalina.- A nie zabiorą panie może araba ze sobą? - wskazuje na mnie - W ciągu roku przejechał autostopem pół świata, był w Iranie, Iraku, a teraz jedzie na pomorze.- Jeśli będzie grzeczny…
***
Ruszamy. Cały czas coś sobie opowiadają, wchodzą w sprzeczki, śmieją się.- My nie jesteśmy normalne, nas to obraża, gdy ktoś mówi, że jesteśmy normalne - rzuca po paru minutach jazdy jedna z nich.
Gdy zacząłem im opowiadać o swoich podróżach, pani Kaśka stwierdziła:- Oficjalnie cię przyjmujemy do klubu nienormalnych!
***
Zza Poznania do Koszalina (200-300 km) jechaliśmy przez 10 godzin (5 godzin jazdy, 5 godzin odpoczynków). W końcu, dojechaliśmy do stacji benzynowej przy wylocie z Koszalina i na pożegnanie zrobiliśmy sobie pamiątkowe zdjęcia z samowyzwalacza. Teraz członkinie klubu spróbowały złapać mi okazję. Podchodzą do pana, który stanął na parkingu tuż obok nas. Po rejestracji widać, że jedzie w moją stronę.
- Przepraszamy, w którą pan jedzie stronę? - próbują.- W inną - odpowiada oschłym tonem, trzaska drzwiami, zapala silnik i odjeżdża.- Nawet bym nie chciał, żeby mnie podwiózł - zanoszę się śmiechem. Co prawda, mógł mi zaoszczędzić kilka godzin podróży, ale… popsułby mi statystykę, ponieważ w tym dniu nikt normalny mnie nie podwoził!
Poznań ⇨ Rumia

20 lipca 2014

Znajomy, którego odwiedziłem w Poznaniu podwozi mnie kawałek za miasto, podjeżdża do samochodu, w którym siedzą dwie panie w średnim wieku (ale tylko fizycznym - każą o sobie mówić “osiemnaście plus plus”) i pyta:

- Dzień dobry, w którą stronę panie jadą?
- Do Gniezna, a potem do Koszalina.
- A nie zabiorą panie może araba ze sobą? - wskazuje na mnie - W ciągu roku przejechał autostopem pół świata, był w Iranie, Iraku, a teraz jedzie na pomorze.
- Jeśli będzie grzeczny…

***

Ruszamy. Cały czas coś sobie opowiadają, wchodzą w sprzeczki, śmieją się.
- My nie jesteśmy normalne, nas to obraża, gdy ktoś mówi, że jesteśmy normalne - rzuca po paru minutach jazdy jedna z nich.

Gdy zacząłem im opowiadać o swoich podróżach, pani Kaśka stwierdziła:
- Oficjalnie cię przyjmujemy do klubu nienormalnych!

***

Zza Poznania do Koszalina (200-300 km) jechaliśmy przez 10 godzin (5 godzin jazdy, 5 godzin odpoczynków). W końcu, dojechaliśmy do stacji benzynowej przy wylocie z Koszalina i na pożegnanie zrobiliśmy sobie pamiątkowe zdjęcia z samowyzwalacza. Teraz członkinie klubu spróbowały złapać mi okazję. Podchodzą do pana, który stanął na parkingu tuż obok nas. Po rejestracji widać, że jedzie w moją stronę.

- Przepraszamy, w którą pan jedzie stronę? - próbują.
- W inną - odpowiada oschłym tonem, trzaska drzwiami, zapala silnik i odjeżdża.
- Nawet bym nie chciał, żeby mnie podwiózł - zanoszę się śmiechem. Co prawda, mógł mi zaoszczędzić kilka godzin podróży, ale… popsułby mi statystykę, ponieważ w tym dniu nikt normalny mnie nie podwoził!

Poznań  Rumia

22 czerwca 2014
Sprzed centrum handlowego w Szwecji zabrała mnie na stopa para 35-latków: Iranka Maneli i Szwed Rikard. Obaj mieszkają i pracują w Norwegii.
- Co porabiacie w Szwecji? - pytam.- Dziś, o drugiej rano obudziło mnie ciągnięcie za stopę - Maneli odwraca się do mnie i odsłania swą piegowatą twarz - to Rikard zatęsknił za swoją ojczyzną i namówił mnie na wycieczkę. Ruszyliśmy od razu.
Mieli w sobie dużo spontaniczności. Mimo zapakowanego po brzegi samochodu, zatrzymali się dla mnie, przerzucili zakupy i wsiadłem, gniotąc ich papier toaletowy dużym plecakiem, a deskorolkę z 25-kilogramowym zapasem żywności umieściłem na swoich kolanach. Zainteresowało mnie też, że nie mają telefonu, Facebooka… Takie rzeczy im nie są potrzebne do szczęścia. Właściwie, potrzeba im już tylko jednego:
- Nie lubimy swoich zawodów. - stwierdza Maneli.- W pracy czas szybko przelatuje - dorzuca Rikard, kierowca.- A nie macie pomysłu jak to zmienić, na przykład rzucić się na głęboką wodę, w nieznane…?- Kiedyś się przeprowadziliśmy do Iranu, ale Rikard nie mógł znaleźć pracy (nie mówił po persku), a za moją pensję nie byliśmy w stanie się utrzymać. Po dziesięciu miesiącach, gdy w Teheranie wybuchły zamieszki, wróciliśmy do Norwegii.
To były ostatnie osoby podwożące mnie na stopa. Specjalnie dla mnie nadrobili część drogi, aby łatwiej mi już było dojechać na farmę, na której następne trzy tygodnie spędziłem zbierając słodkie, czerwone owoce.
- Nie jedz za dużo truskawek - krzyczy Rikard machając na pożegnanie. Tak się zakończyła pierwsza część mojej podróży. Następnego dnia już musiałem wstać o trzeciej rano do pracy na polu…
Szwecja, Norwegia

22 czerwca 2014

Sprzed centrum handlowego w Szwecji zabrała mnie na stopa para 35-latków: Iranka Maneli i Szwed Rikard. Obaj mieszkają i pracują w Norwegii.

- Co porabiacie w Szwecji? - pytam.
- Dziś, o drugiej rano obudziło mnie ciągnięcie za stopę - Maneli odwraca się do mnie i odsłania swą piegowatą twarz - to Rikard zatęsknił za swoją ojczyzną i namówił mnie na wycieczkę. Ruszyliśmy od razu.

Mieli w sobie dużo spontaniczności. Mimo zapakowanego po brzegi samochodu, zatrzymali się dla mnie, przerzucili zakupy i wsiadłem, gniotąc ich papier toaletowy dużym plecakiem, a deskorolkę z 25-kilogramowym zapasem żywności umieściłem na swoich kolanach. Zainteresowało mnie też, że nie mają telefonu, Facebooka… Takie rzeczy im nie są potrzebne do szczęścia. Właściwie, potrzeba im już tylko jednego:

- Nie lubimy swoich zawodów. - stwierdza Maneli.
- W pracy czas szybko przelatuje - dorzuca Rikard, kierowca.
- A nie macie pomysłu jak to zmienić, na przykład rzucić się na głęboką wodę, w nieznane…?
- Kiedyś się przeprowadziliśmy do Iranu, ale Rikard nie mógł znaleźć pracy (nie mówił po persku), a za moją pensję nie byliśmy w stanie się utrzymać. Po dziesięciu miesiącach, gdy w Teheranie wybuchły zamieszki, wróciliśmy do Norwegii.

To były ostatnie osoby podwożące mnie na stopa. Specjalnie dla mnie nadrobili część drogi, aby łatwiej mi już było dojechać na farmę, na której następne trzy tygodnie spędziłem zbierając słodkie, czerwone owoce.

- Nie jedz za dużo truskawek - krzyczy Rikard machając na pożegnanie. Tak się zakończyła pierwsza część mojej podróży. Następnego dnia już musiałem wstać o trzeciej rano do pracy na polu…

Szwecja, Norwegia

22 czerwca 2014
Macham kciukiem przy wjeździe na autostradę w Szwecji. Zatrzymuje się starszy pan z założonymi trzema parami okularów, zaprasza mnie do samochodu. W drodze nawiązujemy rozmowę i szybko się okazuje, że też był w młodości autostopowiczem. Zwiedzał w ten sposób Europę, i to bez namiotu! Gdzie spał? Na przykład nie wysiadając przez całą noc z londyńskiego metra, “pijąc” przez całą noc piwo w klubie, a zdarzało się i w tanich hostelach czy pod drzewem.
- Jaki był pana najszczęśliwszy moment podczas podróży? - pytam.- To miało miejsce w Göteborgu (Szwecja), na dworcu. - opowiada pan Ronni, prowadząc samochód - Myłem właśnie zęby w toalecie publicznej, gdy podeszło do mnie dwóch mężczyzn wyglądających na kryminalistów… To na pewno byli kryminaliści! - potęguje napięcie - “Dawaj papierosy!”, rozkazał jeden z nich. Odpowiadam, że został mi tylko ostatni i oddałem im go, na co drugi z nich rozkazał: “Teraz idziesz z nami”.Założyłem swój plecak i dałem im się zaprowadzić do budki z przekąskami. Tam zamówili trzy kawy i polecili sprzedawczyni: “Daj chłopakowi kanapkę”. Następnie postawili na stoliku kawy, a do kubków porozlewali wódkę. “Skoro oddałeś nam swojego ostatniego papierosa, to my się tobie odwdzięczymy…”, usłyszałem, “…bo jesteś dobrym człowiekiem”. Wypiłem z nimi mocnego drinka, a na drogę dali mi jeszcze dwadzieścia koron (ok. 50 dzisiejszych złotych). Piliśmy alkohol o ósmej rano… Drink mnie trochę wciął, jednak jadąc tramwajem na wylot z Göteborga zdążyłem wytrzeźwieć i dalej już jechałem stopem. Wtedy czułem się bardzo szczęśliwy”.
Szwecja

22 czerwca 2014

Macham kciukiem przy wjeździe na autostradę w Szwecji. Zatrzymuje się starszy pan z założonymi trzema parami okularów, zaprasza mnie do samochodu. W drodze nawiązujemy rozmowę i szybko się okazuje, że też był w młodości autostopowiczem. Zwiedzał w ten sposób Europę, i to bez namiotu! Gdzie spał? Na przykład nie wysiadając przez całą noc z londyńskiego metra, “pijąc” przez całą noc piwo w klubie, a zdarzało się i w tanich hostelach czy pod drzewem.

- Jaki był pana najszczęśliwszy moment podczas podróży? - pytam.
- To miało miejsce w Göteborgu (Szwecja), na dworcu. - opowiada pan Ronni, prowadząc samochód - Myłem właśnie zęby w toalecie publicznej, gdy podeszło do mnie dwóch mężczyzn wyglądających na kryminalistów… To na pewno byli kryminaliści! - potęguje napięcie - “Dawaj papierosy!”, rozkazał jeden z nich. Odpowiadam, że został mi tylko ostatni i oddałem im go, na co drugi z nich rozkazał: “Teraz idziesz z nami”.
Założyłem swój plecak i dałem im się zaprowadzić do budki z przekąskami. Tam zamówili trzy kawy i polecili sprzedawczyni: “Daj chłopakowi kanapkę”. Następnie postawili na stoliku kawy, a do kubków porozlewali wódkę. “Skoro oddałeś nam swojego ostatniego papierosa, to my się tobie odwdzięczymy…”, usłyszałem, “…bo jesteś dobrym człowiekiem”.
Wypiłem z nimi mocnego drinka, a na drogę dali mi jeszcze dwadzieścia koron (ok. 50 dzisiejszych złotych). Piliśmy alkohol o ósmej rano… Drink mnie trochę wciął, jednak jadąc tramwajem na wylot z Göteborga zdążyłem wytrzeźwieć i dalej już jechałem stopem. Wtedy czułem się bardzo szczęśliwy”.

Szwecja

Prezentacji w takiej formie jeszcze nie robiłem!
Kiedy? pojutrze, 24 lipca o godz. 19:00Gdzie? Kawiarnia podróżnicza Południk 18 (Gdańsk Śródmieście, ul. Garncarska 7-9)O czym opowiem? O najciekawszych momentach w ciągu mojego roku przerwy od nauki (gap year), podczas którego zwiedziłem autostopem 26 państw, w większości samotnie. Będzie okazja dowiedzieć się, dokąd planuję następną podróż, i z kim!Więcej informacji: Wydarzenie na Facebooku: http://goo.gl/S1D1DYStrona kawiarni: http://goo.gl/GXu1Sg
Wstęp wolny, ale zachęcam do kupienia przynajmniej herbatki na miejscu!

Prezentacji w takiej formie jeszcze nie robiłem!

Kiedy? pojutrze, 24 lipca o godz. 19:00
Gdzie? Kawiarnia 
podróżnicza Południk 18 (Gdańsk Śródmieście, ul. Garncarska 7-9)
O czym opowiem? O najciekawszych momentach w ciągu mojego roku przerwy od nauki 
(gap year), podczas którego zwiedziłem autostopem 26 państw, w większości samotnie. Będzie okazja dowiedzieć się, dokąd planuję następną podróż, i z kim!
Więcej informacji: Wydarzenie na Facebooku: 
http://goo.gl/S1D1DY
Strona kawiarni: http://goo.gl/GXu1Sg

Wstęp wolny, ale zachęcam do kupienia przynajmniej herbatki na miejscu!

21 czerwca 2014
"Gram na bębnach w bluesowym zespole Dr Blues & Soul Re Vision. A wiesz co to jest? (wyjmuje coś wyglądającego na składane krzesło) To bęben do ćwiczeń. Gdy jeżdżę do córki do Danii, zabieram go ze sobą i uderzam pałeczkami, aby nie wyjść z wprawy."
Na Polaków za granicą zawsze mogę liczyć. Pan Tomek był siódmą osobą, która mnie podwoziła poza terenem Polski: dwóch Niemców, żaden Duńczyk i aż pięciu Polaków! 
Dania

21 czerwca 2014

"Gram na bębnach w bluesowym zespole Dr Blues & Soul Re Vision. A wiesz co to jest? (wyjmuje coś wyglądającego na składane krzesło) To bęben do ćwiczeń. Gdy jeżdżę do córki do Danii, zabieram go ze sobą i uderzam pałeczkami, aby nie wyjść z wprawy."

Na Polaków za granicą zawsze mogę liczyć. Pan Tomek był siódmą osobą, która mnie podwoziła poza terenem Polski: dwóch Niemców, żaden Duńczyk i aż pięciu Polaków! 

Dania